Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Taka była matka Teresa. Z Kalkuty? Nie. Z Sosnowca.

Artykuł z numeru 12/2011 Gościa Niedzielnego o Matce Teresie Kierocińskiej Marcina Jakimowicza.

Ubodzy ją uwielbiali. Na jej pogrzeb przybył nieprzebrany tłum. A siostry ze zgromadzenia, któremu przewodniczyła, opowiadają: „Oddawała ostatnią kromkę chleba, a za chwilę otrzymywała dużo więcej”. Taka była matka Teresa. Z Kalkuty? Nie. Z Sosnowca. Rzuciłem w pracy nazwisko. – Kierocińska? – Mój wujek, ksiądz, twierdzi, że został uzdrowiony za jej wstawiennictwem – ożywiła się Basia Gruszka-Zych. A siedzący obok niej fotoreporter Henio Przondziono wyciągnął z portfela maleńką karteczkę z cytatem matki Teresy. Noszę ją od lat – dodał. To się nazywa promieniowanie świętości.



Dziecko pod ochroną

Nie mówiła ani słowa. Bardzo martwiło to rodziców trzyletniej milczki. Mama Janiny postanowiła obgadać ten problem z Maryją Jasnogórską. Ruszyła z Wielunia do Częstochowy. Gdy wracała, Janka wypatrzyła znajomą twarz w tłumie pątników i zawołała: „O Jeziu! Mama idzie!”. Pierwszym słowem, jakie wypowiedziała, było Imię ponad wszelkie imię. I to naprawdę nie był przypadek. Chroni ją niewidzialna moc – szeptali rodzice. I wówczas, gdy brat Janki, zapalony myśliwy, strzelał do pływających po stawie kaczek, a dziewczynka wbiegła wprost w pole rażenia, i wówczas, gdy zamyślona wpadła pod kopyta rozjuszonego, narowistego konia i… spokojnie przeszła między wierzgającymi kopytami. Była chroniona.
W dzień swej Pierwszej Komunii („to był najpiękniejszy dzień mego życia”) dziesięciolatka postanowiła: „Chcę się poświęcić Bogu”. Nie zdawała sobie sprawy, że na realizację tych słów poczeka aż 26 lat. Ojciec nie chciał słyszeć o klasztorze. Każda próba rozmowy kończyła się burzliwymi awanturami.

Miał wobec najmłodszej córki sprecyzowane plany. W czasie wesela siostry Janina usłyszała: „Dla ciebie wyprawię jeszcze piękniejsze wesele. Tylko wybierz ukochanego”. Gdy odparła: „Już wybrałam. Jest nim Jezus”, ojciec wybuchł. Zaczęła się duchowa szarpanina. Ludzie, którzy przechodzili obok domu Kierocińskich, słyszeli: „Dewotka! Przestałabyś się już w końcu modlić!”. – Kierownik duchowy Janiny, karmelita o. Anzelm Gądek, podpowiadał: „Zgoda rodziców będzie potwierdzeniem woli Bożej” – opowiada z pasją siostra Bogdana. Siedzimy w macierzystym domu zgromadzenia przy ulicy… Kierocińskiej w Sosnowcu. – Dziewczyna była posłuszna. Dopiero na łożu śmierci, w maju 1921 roku, jej tata zaakceptował wybór córki. Mogła od razu wstąpić do klasztoru, ale widząc konającego ojca, szepnęła do mamy: „Jeszcze poczekam, bo gdybym teraz poszła, tatusiowi byłoby przykro”. To dopiero wrażliwość! Po kilku dniach ojciec zmarł na jej rękach. I wówczas rozpoczęła się nieprawdopodobna historia.

Krótka rozmowa

Ojca Anzelma zachwyciły w Rzymie zgromadzenia karmelitańskie czynne. Służyły Kościołowi nie tylko przez modlitwę, ale i działalność apostolską. Chciał przeszczepić ten odcień Karmelu nad Wisłą. Został prowincjałem karmelitów i mógł wreszcie zrealizować to pragnienie. Gdy więc ks. Franciszek Raczyński, prezes Towarzystwa Dobroczynności w Sosnowcu, zwrócił się z prośbą o przysłanie sióstr do pracy wśród ubogich, a biskup Władysław Krynicki powtórzył tę prośbę, karmelita potraktował to jako odpowiedź z nieba. I założył nowe zgromadzenie. Kto zostanie przełożoną karmelitanek Dzieciątka Jezus? – zachodził w głowę. Aż w końcu zdobył się na szaleństwo. O prowadzenie raczkującego zgromadzenia nie poprosił doświadczonej mniszki czy wieloletniej mistrzyni nowicjatu. Poprosił o to osobę świecką – Janinę Kierocińską. To była krótka rozmowa. – Chcesz zostać karmelitanką? – Oczywiście. – A chcesz zostać przełożoną nowego zgromadzenia, które pragnę utworzyć? Chwila ciszy. – Jeśli taka jest wola Boża, zgadzam się.

– To było prawdziwe rzucenie się w ciemność. Przecież matka nie wiedziała nawet, co ją czeka! Ojciec Anzelm był wymagający. Od lat zawieszał poprzeczkę bardzo wysoko. „Służba Boża to nie spacer!” – napominał krótko. „Idź za Panem Jezusem, ale nie tak jak na przechadzkę, lecz dźwigaj swój krzyż”. Janina przerobiła właściwie nowicjat jako osoba świecka. Przeszła porządną formację – śmieje się siostra Bogdana. „Wybrałem tę, która wydawała się najmniej predysponowaną. Cichą, ukrytą...” – notował karmelita. A matka Teresa od św. Józefa (takie imię przybrała w zakonie) powtarzała: „Czy Pan Bóg nie mógł wybrać kogoś lepszego?”. Już w dniu obłóczyn wraz z drugą siostrą i czterema postulantkami wsiadły w Krakowie do pociągu i ruszyły do Sosnowca. W stolicy Zagłębia rozpoczęły nowe życie.

Noc w koszu na bieliznę

Pierwszej nocy matka Teresa przygotowała siostrom posłania w baraku przy kościółku kolejowym, a sama… spędziła noc w koszu na bieliznę. Karmelitanki podkasały rękawy i rozpoczęły pracę. Harowały od świtu do nocy. „Często nie starcza czasu na modlitwę” – notowała matka Teresa. Gdy w 1925 r.
zamieszkały na Wiejskiej w Starym Sosnowcu, siostry prowadziły kursy haftu i szycia, szkołę podstawową, przedszkole, rekolekcje dla Sodalicji Mariańskiej, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Żeńskiej, „Koło Matek”, na które ściągało aż 100 kobiet, prelekcje… Uff! Matka rozpoczęła budowę domu wychowawczego – opowiada s. Bogdana. – Nie ukończono go. To był palec Boży. Wybuchła wojna. I dzięki temu, że budynek nie był wykończony, nie zabrało go gestapo. Urządzono w nim sierociniec.
Do furty przynoszono bezdomne dzieci, żydowskie maluchy. A siostry chowały je dyskretnie w klasztorze. Ile żydowskich dzieci przechowywano za klauzurą? Nie wiadomo. W ten sekret nie wtajemniczano postronnych. Udokumentowano cztery przypadki. Wystarczyły, by matce Teresie przyznano tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. „Pamiętam pierwszy posiłek: grysik z masłem. I piękny uśmiech matki Teresy” – wspominał Józef Bombecki. Do klasztoru trafił jako trzyletni brzdąc. Gdy siostry dowiedziały się, że w Mysłowicach stoi pociąg z transportem do Oświęcimia, ruszyły na stację i za papierosy „wykupiły” kilkoro małych więźniów.

Tela nie chce do mamy

Dwuletnia Tela uśmiechała się jak aniołek. Loczki, ciemne roześmiane oczka. Trafiła do klasztoru jako pierwsze żydowskie dziecko. Siostry ją ubóstwiały, a ona chodziła za nimi krok w krok. Tuż po wojnie do bram klasztoru zapukała kobieta. „Jestem mamą Teli” – przedstawiła się. Rzeczywiście, dziewczynka była do niej podobna. – Chodź ze mną – wyciągnęła dłoń do dziecka. A Tela zawołała: „To jest moja mama!” i przytuliła się do matki Teresy. Dramatyczna sytuacja. Matka bardzo chciała zabrać córkę, ta jednak uciekała. Siostry powoli oswajały dziewczynkę z nową sytuacją. Wiedziały, że potrzebuje czasu. Matka była jednak niecierpliwa. Kiedyś wepchnęła córce do ust tyle cukierków, że mała zakrztusiła się. „Jedziemy do lekarza” – kobieta wyciągnęła dziewczynkę na ulicę. Słuch po nich zaginął. Po jakimś czasie z katowickiego szpitala przyszła wiadomość: „Leży u nas Tela. Umiera”. Siostra, która nią się opiekowała, pojechała do szpitala, jednak zastała już dziewczynkę martwą. Zapalenie opon mózgowych. To był ogromny cios. – Podziwiam jej odwagę. Wyobrażam sobie gestapowców buszujących w klasztorze i matkę Teresę, spokojnie odmawiającą Różaniec. Ja umarłabym chyba ze strachu – opowiada siostra Borgiasza z Czeladzi. Siostry prowadzą tam świetlicę dla dzieci z ubogich rodzin, w których alkohol leje się strumieniami. Maluchy uwielbiają tu przychodzić. Gdy coś zbroją, rodzice nie mówią: „Macie szlaban na komputer”. Mówią: „Nie pójdziecie do sióstr”. – Zachwyca mnie jej zawierzenie. Oddawała ostatnią kromkę chleba, a za chwilę otrzymywała dużo więcej. To dopiero ufność!

Tak umierają święci

„Nie martwcie się, kochane dzieci – powtarzała siostrom matka. – Wszystko będzie bardzo dobrze. Kto Jezusowi zaufa, nigdy zawiedziony nie będzie”. Gdy zachorowała na zapalenie otrzewnej, bardzo cierpiała, ale nie chciała przyjmować zastrzyków uśmierzających ból. „Jezus cierpiał bardziej” – odpowiadała zaskoczonym lekarzom. Zmarła 12 lipca 1946 roku. – To nie był pogrzeb, to była manifestacja – opowiada siostra Bogdana. – Wyległo całe miasto. Wstrzymano ruch uliczny. Za trumną szedł nieprzebrany tłum. Ludzie nie mieli wątpliwości: tak żyją i umierają święci. Proces beatyfikacyjny przeprowadzono w latach 1983–1988. – Będziemy zawsze uważali Cię za naszą matkę – pisali do klasztoru ludzie. Bogumił Grajewski (w czasie okupacji ukrywany przez siostry) wspominał: „Przywoziła ze sobą jakiś dziwny spokój. Czułem się przy niej bezpieczny”.

– Kilka miesięcy temu, 18 grudnia, upadłem. Huknąłem głową o beton. Straciłem przytomność. Gdy ją odzyskałem, zacząłem modlić się do matki Teresy – opowiada ks. Jan Szkoc z Będzina. – Lekarze orzekli: Wylew. Jest groźnie i może być groźniej. A jednak żyję, rozmawiam. Wierzę, że matka Teresa maczała w tym palce. Podziwiam jej odwagę: ratowała partyzantów, akowców, sieroty, żydów. Nie na darmo nazywa się ją Matką Zagłębia. Do klasztoru w Polance Wielkiej siostry przewiozły barak z Birkenau. Zmieniły go w kaplicę. Wśród desek, które pamiętały piekło, rozpoczęły szturm do nieba. Na karteczce, z którą nie rozstaje się nasz fotoreporter, czytam: „Drogie Dziecko spokojnie pracuj. Jezus jest przy Tobie. On widzi Twoje troski”.

Trwają prace przygotowawcze nad powstaniem filmu o matce Teresie. Siostry poszukują środków na realizację tego przedsięwzięcia: PKOPPL PW 83 1240 4836 1111 0010 2381 3118

www.karmelitanki.pl



Autor: Redakcja | 19/05/2011
Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney