Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Pośpiech Rosjan dziwi

Z prof. Michaelem Badenem, patomorfologiem z New York University, rozmawia Piotr Falkowski

Jak z punktu widzenia patomorfologii sądowej powinno wyglądać całe postępowanie w przypadku katastrofy lotniczej od momentu znalezienia wraku samolotu przez służby ratownicze?

- Spróbuję podać główne punkty. Oczywiście trzeba sprawdzić, czy ktoś nie przeżył. Jeśli ktoś żyje, to należy go natychmiast zabrać do szpitala. Wtedy ratowanie życia jest ważniejsze niż wszelkie procedury. Kiedy natomiast już się upewnimy, że nie ma nikogo żywego, to mamy czas na spokojne prowadzenie czynności.



Zwracam uwagę na to, że nie ma już wtedy potrzeby się z niczym spieszyć. Trzeba całe miejsce, gdzie rozbił się samolot, dokładnie obejść i wykonać szczegółową dokumentację fotograficzną. Każde ciało i każda oddzielna część ciała powinny być oznaczone numerem. To samo technicy w tym czasie robią z częściami samolotu. Poza fotografiami robi się dokumentację znalezisk. To jest ważne w takim przypadku jak Smoleńsk, gdy jest dużo części ciał. Nie trzeba wszystkiego pisać, można mówić do dyktafonu, a potem w biurze przepisać, żeby był ślad, co na miejscu było widoczne, w jakim stanie itd. Potem te informacje przydają się do przypisania oderwanych części do poszczególnych ofiar. Należy od razu prowadzić taką "statystykę" części, żeby wiedzieć, że niczego nie brakuje. Wtedy części wkłada się do trumien czy też mniejszych pojemników na mniejsze części i przenosi do kostnicy.

Przenosi?
- Tak, chodzi o taką kostnicę tymczasową. Pewne badania należy wykonać możliwie blisko miejsca znalezienia ciał, bez długiego przewożenia. Taką tymczasową kostnicę można bez problemu urządzić gdzieś w pobliżu wraku w dużym namiocie. Ponieważ przy katastrofie z dużymi zniszczeniami i wielką liczbą ofiar można spodziewać się trudności z identyfikacją, od razu należy zabezpieczyć istotne elementy, takie jak wzory dentystyczne. Próbki DNA mogą być pobrane później. Jednocześnie inne służby ustalają listę pasażerów, kontaktują się z rodzinami. Przy tej okazji należy starać się uzyskać zdjęcia i informacje medyczne o ofiarach, żeby wykorzystać je w identyfikacji. W domach ofiar są często stare zdjęcia rentgenowskie, wyniki różnych badań. To wszystko trzeba skopiować. Wszystkie czynności oczywiście powtarza się z każdym z poległych. W tymczasowej kostnicy przeprowadza się oględziny każdej części i dokonuje wstępnych identyfikacji. Robi się od razu zdjęcia rentgenowskie wszystkich ciał i ich części.

Do czego są potrzebne te zdjęcia?
- W pierwszym dniu nikt nie wie, jaka była przyczyna wypadku. Czy pilot miał atak serca, czy zaszła jakaś usterka techniczna, czy wybuchła bomba podłożona przez terrorystów - nic nie wiemy. Dlatego rutynowo wykonuje się zdjęcia, bo jeśli była jakaś eksplozja - bomby albo jakiejś instalacji pod ciśnieniem - to małe odpryski wnikają w ciało i ono zachowuje ślady wybuchu. Tak się robi obecnie zawsze, nawet jeśli jakaś inna przyczyna jest ewidentna. Na wszelki wypadek. Dlatego służby ratownicze mają takie przenośne aparaty RTG, żeby to robić. Mamy więc taką kolejność: fotografia - przeniesienie do tymczasowej kostnicy - zdjęcie rentgenowskie. Potem zdejmuje się ubranie. Jest ono bardzo pomocne w identyfikacji. Ludzie mają przy sobie dokumenty, nazwiska są na mundurach wojskowych itd. To nie jest nigdy pewne na sto procent, dlatego mówimy o wstępnej identyfikacji.

Rosjanie twierdzą, że po takich katastrofach ciała zazwyczaj są nagie.
- To nie jest normalne. Ubranie powinno być. Owszem, zniszczone, podarte, zabrudzone. Ale żeby w ogóle bez ubrania? To absolutnie nie jest zwyczajne. Ludzie są z reguły przypięci pasami w fotelach. Nawet jeśli tak fotel zostanie zgnieciony czy wyrzucony na zewnątrz i człowiek z niego wypadnie, to i tak ubranie zostaje. Jedynie buty często spadają.

Rozumiem. I co dzieje się dalej?
- Potem już można przewieźć ciało do zakładu medycyny sądowej i tam pobiera się próbki DNA oraz wykonuje sekcję zwłok. Ma ona za zadanie ustalić przyczynę zgonu, ale też pomóc w określeniu przyczyn wypadku. Wyjaśnię to. Otóż na przykład często mamy do czynienia z pożarem. Wówczas dym był przed śmiercią wdychany i pozostały ślady chemiczne w drogach oddechowych i we krwi. Jeśli tak jest, to znaczy, że osoba w tym momencie jeszcze oddychała. Wszystkie te informacje w połączeniu z ustaleniami lotniczymi mogą być przydatne. I wtedy ciało wkłada się do trumny i wysyła zgodnie z wolą rodziny.

Wygląda na to, że w przypadku ofiar katastrofy smoleńskiej popełniono wszelkie możliwe błędy.
- Z tego, co się dowiedziałem, nie było tymczasowej kostnicy, jedynie ciała gdzieś ułożono. Po szybkich badaniach w Moskwie przyleciały do Polski. I pochowano je, zamiast zrobić porządne niezależne ekspertyzy. Jeszcze raz powtarzam: pośpiech niczemu nie służy. To tylko źródło pomyłek. Teraz to się mści. Nie wiadomo, czy Rosjanie w ogóle próbowali podjąć jakieś ustalenia, czy coś się nie stało przed upadkiem samolotu. Ale można było to nadrobić.

Jak powinna wyglądać rejestracja czynności lekarzy sądowych?
- Przez cały czas robi się zdjęcia. Sekcja zwłok powinna być nagrywana na wideo. Tak jak przy przeszukiwaniu wraku, także inne czynności wykonujący je powinien głośno opisywać i nagrywać na dyktafon. W przypadku takich osób jak głowa państwa sekcja merytorycznie niczym nie różni się, ale oczywiście robi się ją bardzo starannie. Z reguły w większym zespole najlepszych specjalistów. Osobami, na które trzeba zwrócić szczególną uwagę, są członkowie załogi. Były katastrofy spowodowane tym, że pilot w jakimś kluczowym memencie miał atak serca, udar mózgu albo zadziałała jakaś trucizna. Należało przede wszystkim przyglądać się ciałom pilotów, czy nie ma w nich niczego niepokojącego. A Rosjanie podobno skoncentrowali się na jednym z pasażerów.

Chodzi o generała Andrzeja Błasika, dowódcę Sił Powietrznych. Instytut Medycyny Wojskowej na podstawie obrażeń jego ciała ustalił, że stał on w wejściu do kokpitu i nawet w określonej pozycji - z podniesioną ręką.
- Czytałem o tym w tym rosyjskim raporcie. To są czyste spekulacje bez podstaw w faktach. Nikt nie może stwierdzić takich szczegółów, chyba że była tam kamera i nagrywała. Te wywody nie są oparte na metodach naukowych. Także jako manipulację należy ocenić eksponowanie obecności alkoholu w ciele generała. 0,6 promila alkoholu to naturalna ilość w ciele po kilku dniach u człowieka, który nie musiał niczego pić. Ten wskaźnik dochodzi do nawet 1,0 promila po mniej więcej tygodniu i później.

Czy podczas sekcji powinno się określić czas zgonu? Rosjanie twierdzili, że skoro przyczyną śmierci są obrażenia doznane w wyniku katastrofy i nastąpiła ona natychmiast, to po prostu czas katastrofy określony przez komisję lotniczą jest czasem śmierci.
- Czas określa się zawsze znanymi nauce metodami, podając dokładność. Nigdy nie możemy stwierdzić w ten sposób, że ktoś umarł 20 sekund przed katastrofą. Aczkolwiek zmiany w ciele, rodzaj obrażeń, niektóre zjawiska w pewnych organach (na przykład w płucach, w uszach) mówią nam, czy doszło do poważnego uszkodzenia ciała jeszcze przed zderzeniem z ziemią. Moment upadku wiąże się z przeciążeniami, a gdy następuje z dużej wysokości, to także z naglą zmianą ciśnienia. Żywy organizm na to reaguje, martwy nie. Gdy doszło do uszkodzenia ciała, a potem nastąpiła śmierć z innego powodu, to także da się stwierdzić.

A jaki czas należy wpisać do aktu zgonu?
- Oczywiście w przypadku takiej katastrofy jak smoleńska dla celów związanych z wystawieniem aktu zgonu lepiej podać czas uderzenia w ziemię, bo jest znany dokładniej, niż można cokolwiek powiedzieć na podstawie badań patomorfologicznych. Chyba że ktoś rzeczywiście w chwili katastrofy nie żył dłuższy czas.

Sekcję zwłok polskiego prezydenta wykonywano w takim budynku [pokazuję zdjęcia kostnicy w Smoleńsku i sali sekcyjnej]. Nadaje się do takiej czynności?
- No cóż. Ten stół sekcyjny jest nieco stary, ale może być. W USA w małych miejscowościach też są takie. A jak to jest daleko od miejsca wypadku?

Niecałe 10 kilometrów.
- To można było nie urządzać kostnicy tymczasowej. Ale tu badano tylko prezydenta. Pozostałe sekcje były w Moskwie. Czyli te ciała musiano przewozić, przenosić, pewnie leciały samolotem. Tak nie powinno być. A ile osób robiło sekcję?

Jeden miejscowy lekarz, zastępca kierownika tego biura, i dwóch innych lekarzy ze Smoleńska oraz jeden z Moskwy asystowało. Niestety, nie było żadnego eksperta z Polski, tylko konsul i prokurator.
- Rozumiem.

Kiedy ciała wracały do Polski, trumny były zapieczętowane i zakazano ich otwierania. Czy to jest dozwolone?
- Pieczęć to znak międzynarodowy, że w środku jest warstwa metalowa zaspawana, tak że nie można jej łatwo otworzyć. Do międzynarodowego transportu zwłok używa się takich ze względów epidemiologicznych, żeby uniknąć zamiany ciała, ograbienia itd. Ale wiem od pana Rogalskiego, że trumna byłego wicepremiera Gosiewskiego nie miała pieczęci. Tak czy inaczej jedno państwo nie może powiedzieć drugiemu: nie otwieraj trumny waszego obywatela. Na to nie ma żadnych podstaw prawnych. Rodzina zawsze może żądać zobaczenia ciała. Podobnie jak organa śledcze. Jedynie gdy przyczyną zgonu jest choroba zakaźna albo są inne powody do przypuszczeń, że ciało może być toksyczne, należy zastosować odpowiednie środki ostrożności. W tym przypadku nie ma takich powodów. W Smoleńsku nie panowała epidemia.

Czy można jeszcze wiele rzeczy stwierdzić teraz, po dwóch latach?
- Myślę, że tak. To jest bardzo różnie. Jeśli chodzi o odłamki i inne odpryski metalowe świadczące na przykład o rozpadzie samolotu w powietrzu itp., to one zostają. Po dwóch latach też są. Kości są bardzo trwałe. A stan innych tkanek zależy od wielu czynników. Czasem rozkład jest szybki, a czasem powolny. Uczestniczyłem w ekshumacji Martina Luthera Kinga [zm. 1968]. Po trzydziestu latach ciało było w doskonałym stanie. Także ciała dzieci cara Mikołaja II: księcia Aleksego i księżnej Marii, były po 70 latach w dość dobrym stanie. Wszystkie części dawały się łatwo zidentyfikować bez jakichś specjalnych technik. Wszystkie zaawansowane metody potem potwierdziły pierwsze przypuszczenia. Tu mamy niekorzystny czynnik, o którym dowiedziałem się od pana Rogalskiego. Ciała zostały włożone do plastikowych worków. To niestety przyspiesza rozkład. Skóra wtedy rozpływa się w wyniku procesów gnilnych. Ale to nie jest przeszkoda nie do pokonania.

Gdyby jednak dopuszczono Pana do pracy przy sekcjach zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej, to czy potrzebuje Pan jakiegoś specjalistycznego sprzętu, narzędzi?
- Nie. Na całym świecie narzędzia są takie same. Tu, we Wrocławiu, na pewno znalazłby się dla mnie skalpel. Na pewno jest rentgen. Jest też laboratorium biochemiczne. Wiem, że w Krakowie zrobiono tomografię komputerową. To nie zaszkodzi. Ładnie, że wasze służby są takie dokładne, ale do tego rodzaju badań, jakie prowadzą patomorfolodzy wobec ofiar katastrof lotniczych, to akurat na niewiele się przydaje. Wystarczy zwykły rentgen, który jest wszędzie.

Dziękuję za rozmowę.

www.naszdziennik.pl



Autor: Piotr Dudała | 23/03/2012
Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney