Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Bestia z Kazimierza

W Sosnowcu, jako jednym z niewielu już miast, wciąż od 67 już lat obchodzi się uroczyście kolejne rocznice jego "wyzwolenia" przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 r. Warto mieć świadomość, że przyniesiona na sowieckich tankach władza ludowa zaprowadzała swój porządek wyjątkowo okrutnie. Pisaliśmy już o zabójstwie rodziny Mackiewiczów w Ostrowach Górniczych. Jest to tylko wierzchołek góry lodowej. O sprawie politycznie motywowanych morderstw w Kazimierzu i Ostrowach w 1945 roku w artykule "Bestia z Kazimierza" napisała w Dzienniku Zachodnim w 2007r. Grażyna Kuźnik. Warto zapoznać się z tym tekstem i głęboko zastanowić się nad tym, czy w świetle przedstawionych w nim faktów, dalej powinniśmy w naszym mieście kontynuować świętowanie "wyzwolenia" , które przyniosło więzienie, represje i krew. Oddzielną sprawą jest pełne wyjaśnienie przez historyków tych komunistycznych zbrodni, ekshumacja i godny pochówek ofiar tych represji! Mam nadzieję, że Instytut Pamięci Narodowej we współpracy z władzami miasta podejmie ten temat i doprowadzi go do końca.

Piotr Dudała
Redaktor Naczelny
Serwisu SosnowiecFakty.pl



Bestia z Kazimierza

Górnicy z kopalni Niwka-Modrzejów nie wiedzą, że przez wiele lat pracował z nimi morderca, były komendant Milicji Obywatelskiej w sosnowieckim Kazimierzu. Stanisław Kogut przyznał się do zabicia kilkunastu ludzi, pogrzebania ich na polu i wokół posterunku. Wojskowy Sąd Rejonowy w Katowicach skazał go za to na karę śmierci w 1947 roku. Ale prezydent Bolesław Bierut okazał mu łaskę; po dwóch latach Kogut wyszedł z więzienia i nadal mieszkał w Sosnowcu. Należał do związku kombatantów w Sosnowcu-Niwce. Rodziny jego ofiar tego spokoju nie zaznały - boją się cienia mordercy do dziś.

O historii krwawego posterunku MO w Kazimierzu pisaliśmy 23 marca (DZ nr 70). Po artykule odezwała się córka Władysława Ślęzaka, kolejnej ofiary komendanta. Straciła ojca, gdy miała osiem lat. Pamięta wszystko, jakby była dorosła, bo wtedy właśnie jej dzieciństwo się skończyło.

Płytko go zakopali

Kobieta woli nie ujawniać nazwiska. - Nie wiem, ilu jeszcze takich "Kogutów" pozostało w mieście. Są mściwi. Bałam się, odkąd on wyszedł z więzienia. Jeden z jego wspólników mieszkał na mojej ulicy - wyznaje córka zabitego na posterunku mężczyzny.

Jej matka brała udział w procesie. Patrzyła w twarz mordercy. Kiedyś podbiegła do Koguta, złapała go za marynarkę, chciała pchnąć z rozpaczy. Zmierzył ją zimnym spojrzeniem, jakby chciał zapamiętać jej twarz.

- Zabijał naszych braci, ojców, synów i zakopywał byle gdzie, w ogródku. Pomidory na nich rosły. Cudze życie miał za nic. A potem wyszedł z więzienia i nie bał się już niczego. To my się baliśmy - kobieta wciąż nie może w to uwierzyć.

Ona i jej siostra pamiętają, jak dziadek własnymi rękami na polu za torami odgrzebywał ciało ich ojca. Wystarczyło odgarnąć trochę ziemi, żeby zobaczyć twarz. Płytko go zakopali. Ktoś mówił, że jeszcze nie widział tak skatowanego ciała.

Prasa podawała, że Kogut ściągał na posterunek podejrzanych o współpracę z okupantem, folksdojczów. To nieprawda, zabijał tych, którzy wpadli mu w ręce. Władysław Ślęzak nie podpisał niemieckiej listy narodowościowej. Pracował z żoną w mleczarni w Klimontowie i w sklepie nabiałowym. Wkrótce po wojnie właścicielka sklepu dostała sygnał, że wpadnie do niej ruskie wojsko i weźmie wszystko, co się da. Poprosiła wtedy Ślęzaków, żeby przechowali przez jakiś czas chociaż margarynę i masło. Może uda się coś uratować.

- Rodzice wzięli towar. No i niestety, wojsko przyszło do nas. Wtedy ciągle były rewizje po domach, żołnierze szukali nie wiadomo czego. Zabrali margarynę i masło i kazali ojcu zgłosić się na posterunek MO w Klimontowie, niby po pokwitowanie. Ojciec uwierzył, że mu je dadzą - dodaje starsza pani.

Należy się pokwitowanie

Ślęzak był uczciwy, a masło i margaryna nie należały do niego. Żądał pokwitowania, że zrobiono mu rekwizycję w domu. Ale w Klimontowie nikt już nie chciał z nim rozmawiać; pojechał do Będzina, tam też nic nie wskórał. Tyle tylko że gdy znowu pojawił się na posterunku w Klimontowie, milicjanci mieli go dość. Kazali mu się zgłosić na posterunek w Kazimierzu. Usłyszał, że tam na pewno dostanie to, czego tak szuka.

- Wiedzieli, że Kogut go zabije - mówi córka.

Władysław Ślęzak miał 38 lat, dwie córki, 8- i 12-letnią. Pamiętają ojca jako silnego mężczyznę, czułego dla nich i dla matki. Żona nie chciała go puścić do Kazimierza. Prosiła, żeby został w domu, dał sobie spokój. Ale on uważał, że skoro towar został zabrany przez wojsko, to mu się należy urzędowy papier.

- Tato mówił, że nie boi się iść do Kazimierza, bo wszystkich tam zna; przed wojną pracował w kopalni Dorota i miał tam kolegów. Poszedł rano 2 lutego 1945 roku - mówi córka.

Matka czekała z obiadem, ale ojciec nie wrócił. Ani w nocy, ani kolejnego dnia. Pobiegła na posterunek MO w Kazimierzu. Wyszedł do niej komendant Kogut.

- Bardzo młody, miał wtedy z 19 lat. Nie patrzył w oczy. Powiedział: taki ktoś trafił do więzienia w Katowicach - dodaje kobieta.

Zaczął się koszmar poszukiwań. W katowickim więzieniu o Ślęzaku nic nie słyszeli. Żona biegała po posterunkach MO, po komendach wojskowych i milicyjnych, wyczekiwała w urzędach. Nikt nie chciał jej pomóc, nawet o tym rozmawiać.

Kamień na grobie

- Mama błagała o wiadomość o tacie. Przyjął ją Kogut. Powiedział krótko, że jeśli ona przyjdzie tu jeszcze raz, to zrobią jej to co mężowi - wyznaje córka.

Tylko sędzia śledczy Juliusz Niekrasz z Sądu Okręgowego w Sosnowcu, były AK-owiec zainteresował się zniknięciem Ślęzaka i prowadził poszukiwania. Rodzina wciąż nie traciła nadziei, że odnajdzie go żywego. Przecież wojna się skończyła, ludzie nie powinni znikać jak kamień w wodę.

- Dziadek miał sen, że idą razem z moim tatą, ale on zostaje w tyle. Woła do niego: "Chodź szybciej, bo nie mogę się ciebie doczekać!", a tata mówi, że on już nigdy do niego nie dojdzie - wspomina wnuczka.

Ale nie było żadnych wieści o Ślęzaku. Zaskakujący przypadek wyjaśnił zagadkę. Gdy siostra Ślęzaka szła ulicą w Sosnowcu, zaczepiły ją dwie kobiety. Dziwiły się, dlaczego płacze, skoro Niemców już nie ma, trzeba cieszyć się życiem. Opowiedziała, że szuka brata, który zniknął na posterunku w Kazimierzu. Wtedy one zbladły. Przyznały, że są z Kazimierza i kiedyś nocą zobaczyły, jak milicjanci ukradkiem, w tajemnicy zakopują coś na polu. Kiedy odeszli, one zaznaczyły to miejsce kamieniem. Można sprawdzić, czy czasem nie jest to człowiek, który zaginął. Dokładnie opisały miejsce.

- Nocą poszedł tam dziadek i babcia, wzięli latarki i psa. Nie szukali długo. Dziadek pierwszy odgarnął ziemię z twarzy taty. Ciało było zmasakrowane i już sczerniałe - zamyśla się kobieta. - To było 17 kwietnia. Musieli go zabić tego samego dnia, gdy tam przyszedł.

Miał władzę absolutną

Sędzia śledczy Niekrasz nie odpuścił. Ale gdy Kogut dowiedział się, że znaleziono pierwsze ciało, gdzieś zniknął. W śledztwie pomagał Władysław Śliwiński, jeden z najlepszych zagłębiowskich żołnierzy AK. Kiedy razem z Niekraszem jechali na wizję na posterunek, ktoś urządził zasadzkę; Śliwiński zginął.

Koguta złapano i sam przyznał się do zbrodni. Wokół posterunku odgrzebano sześć ciał - Władysława Ślęzaka, Antoniego Owczarka, Tadeusza Leszowskiego, Józefa Mojzera, Jana Knapa, Pawła Gałuszki, mieszkańców dzielnic Sosnowca. Prawdopodobnie to nie wszyscy, ale władze nie chciały sensacji. Niekrasza odsunięto od sprawy, przeszedł do innego miasta.

W książce "Z dziejów AK na Śląsku" Juliusz Niekrasz opisuje kłopoty ze swoim przełożonym, prezesem Sądu Okręgowego w Sosnowcu. Szef odradzał mu prowadzenie dochodzenia, a potem mu je odebrał. Niekrasz opisuje też przesłuchanie Stanisława Koguta; jego butę, pogardę dla ofiar, radość z zabijania. Nie czuł żadnych wyrzutów sumienia. Był partyzantem AL, później sam zgłosił się do Milicji Obywatelskiej.

- Chociaż był taki młody, dostał władzę absolutną w Kazimierzu. Wydawało mu się, że jest tu panem życia i śmierci. Był bandytą i mordercą - mówi z goryczą córka Ślęzaka.

Kogut trafił do więzienia Radocha. Po procesie w Rejonowym Sądzie Wojskowym w Katowicach zapadł wyrok - kara śmierci. Pierwszy i jedyny taki wyrok w powojennej Polsce dla milicjanta.

Łaska Bieruta

We wrześniu 1947 roku tytuły prasowe krzyczały: "Bestialski morderca skazany na karę śmierci". Zarzucano mu, że piastując najwyższy stopień służbowy w Kazimierzu, zabijał bezwzględnie więźniów w piwnicy posterunku. Skazano go na śmierć, utratę praw obywatelskich i honorowych na zawsze.

Rodziny ofiar myślały, że jest sprawiedliwość. Niekrasz jednak w swojej książce umieścił niepokojące zdanie - prezydent Bolesław Bierut osobiście zajął się sprawą Koguta; kazał sobie przynosić jego akta. Po co?

- Po dwóch latach Kogut wyszedł z więzienia, Bierut go ułaskawił. To był cios dla rodzin jego ofiar. Zaczęliśmy się bać. A morderca mojego ojca czuł się tu pewnie, nigdzie stąd nie wyjechał, pracował w kopalni. Zmarł na zawał serca, był już stary - mówi córka Ślęzaka.

A ona wciąż ma w oczach postać matki, gdy szukała zaginionego męża. Młoda kobieta żyła nadzieją, że go znajdzie, wierzyła w to. Ale pewnego dnia wróciła z posterunku w Kazimierzu zmartwiała, nie mogła wypowiedzieć słowa. Na szyi komendanta Koguta rozpoznała szalik swojego męża.

źródło: Grażyna Kuźnik, Dziennik Zachodni



Autor: Redakcja | 01/12/2012
Komentarze
#1 | PAWLO dnia 05.12.2012 17:21
No, a nie jaki "Ogień" też był dobry rzezimieszek !!!
#2 | Milicja Obywatelska dnia 05.12.2012 14:12
Stanisław Kogut był partyzantem AL - Armii Ludowej, później sam zgłosił się do Milicji Obywatelskiej - moskiewskich oprawców.
#3 | Leszek dnia 05.12.2012 07:26
ile jeszcze poznamy tych bestii?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney