Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Śledź i łotewska wiza

„To Zachód stał przed sądem, a przy stole sędziowskim zasiadało coś, co nie należało ani do Wschodu, ani do Zachodu, coś kosmopolitycznego w najgorszym sensie tego słowa. Jakaś dziwaczna, podejrzana mieszanina, którejby żaden etnolog sklasyfikować nie zdołał, z lekka przypominająca tych nieludzkich, maszynowych ludzi opisywanych w powieściach socjalistycznych, w każdym razie dziwnie odrażająca. Jednem słowem, więźniowie byli to dżentelmeni o europejskim pokroju, zajmujący określone i wysokie stanowisko w hierarchii cywilizowanego świata, zaś sądzili ich niebezpieczni awanturnicy o niewiadomym pochodzeniu, przedstawiciele chwilowej aberacji umysłowej” – tak pokazowy proces polskich duchownych w Moskwie opisywał Anglik, kpt. Francis Mac Cullagh. Naoczny świadek tamtych dramatycznych wydarzeń.

Oskarżanemu przez komunistów „Zachodowi” przewodniczył abp Jan Cieplak, ordynariusz mohylewski. W tragicznych dniach o wyjątkowym pasterzu mówił i pisał cały cywilizowany świat na wszystkich kontynentach. Niemal cały świat słał na Kreml listy domagające się jego uwolnienia. Druga część świata – ta stłamszona bolszewickim terrorem – cicho łkała, bo w zupełnej niesprawiedliwości sądzono jej najwierniejszego obrońcę. Biskupa Jana, apostoła Rosji



Kapłan dobroczynności

Biskup Jan Cieplak, doktor teologii, profesor Seminarium Duchownego w Petersburgu, od pierwszych dni swego powołania miał zdecydowaną świadomość, iż jego misją będzie służenie ludziom. W zwyczajny sposób – poprzez posługę w parafii. Propozycja podjęcia pracy w petersburskiej Akademii Duchownej, którą otrzymał już jako świeżo upieczony jej absolwent, nie wzbudziła jego entuzjazmu.

Mimo to we wrześniu 1882 r. Jan Cieplak objął obowiązki profesora Akademii Duchownej. Zapewne sam nie przypuszczał, że dane mu będzie je wypełniać przez ponad ćwierć wieku. Dziewięć lat później przyszły metropolita mohylewski uzyskał tytuł doktora. Przyznać jednak należy, iż trudno byłoby go zaliczyć do elity profesorskiej uczelni. Praca naukowa nigdy nie była celem jego życia. Bardziej koniecznością i obowiązkiem. Duchowny marzył o duszpasterstwie. Gdy inni wykładowcy oddawali się studiom, on wymykał się z Akademii i spędzał czas tam, gdzie czuł się najbardziej potrzebny – wśród ludzi. Zaangażował się w pracę w zakładzie sióstr Rodziny Maryi. Udzielał się również w polskich organizacjach dobroczynnych działających w nadnewskiej stolicy. Szczególnie bliskie sercu było mu Towarzystwo św. Wincentego a Paulo. W przyszłości będzie jego gorącym propagatorem nie tylko w okolicach Petersburga, lecz także w najdalszych zakątkach Imperium. Jan Cieplak, jak mało kto, rozumiał znaczenie społecznych organizacji. Czuł, iż właśnie one będą najdoskonalszą drogą do zagospodarowania odzyskującej niepodległość Rzeczpospolitej.

Tuż po konsekracji na biskupa, która odbyła się w kościele pw. św. Katarzyny w Petersburgu, został prezesem Rady Najwyższej Towarzystwa św. Wincenta. Zdaje się, iż awans w hierarchii kościelnej ośmielił młodego duszpasterza. Cichy i jakby pozostający w cieniu do tej pory ksiądz zmienił się w zdecydowanego organizatora. Kierowane przez niego Towarzystwo stało się konglomeratem odpowiadającym na różnorodne potrzeby wiernych. Zainicjowano działalność biura pośrednictwa pracy, przytuliska dla służących, którzy szukali posady. Działalność rozpoczęło schronisko dla słuchaczek wyższych kursów naukowych. Energiczny biskup powołał także Rzymsko-Katolickie Towarzystwo „Oświata”, uruchomił tygodnik „Pod znakiem krzyża”, księgarnię katolicką, zorganizował sieć kolportażu pism katolickich, które na jego polecenie zaczęły być wystawiane na stolikach w kościołach. Poza tym Towarzystwo przygotowywało wyjazdy wakacyjne dla dzieci z ubogich rodzin. Każdego lata gościem takich letnich kolonii był sam biskup. Z podopiecznymi sióstr Rodziny Maryi pasterz spędzał każde święta.

Wiosną 1909 r. bp Cieplak stanął przed perspektywą długiej podróży. 17 kwietnia w towarzystwie trzech księży, w tym przyszłego biskupa mińskiego i pińskiego – Zygmunta Łozińskiego, wyruszył z petersburskiego dworca w podróż obejmującą najdalsze zakątki Rosji. Przybywali do miejsc, w których wierni nie widzieli księdza od lat. Podczas trwającej kilka miesięcy podróży kurialna delegacja odwiedziła 43 miejscowości. Biskup Cieplak udzielił bierzmowania ponad 21 tys. wiernych. Oto wspomnienie, które świetnie oddaje klimat ten wyjątkowej wizytacji: „[...] I ciągnęły te spragnione rzesze polskiego ludu ku stacjom kolejowym, przez które biskup miał przejeżdżać, czekały na niego całemi tygodniami i gdy pociąg z biskupem czasem w nocy na takiej stacyjce się zatrzymał, to służący biskupa przychodził budzić go, oświadczając, że kilku lub kilkunastu wiernych czeka na stacji, żeby biskupa choć zobaczyć. Biskup ubierał się, wychodził do nich, błogosławił, krzepił, dodawał otuchy i jechał znów dalej, aż do kopalń nerczyńskich i więzień dla zesłanych na ciężkie roboty przestępców. Wszystkie te miejsca odwiedzał i rozmawiał z przestępcami”.

Do Petersburga powrócił jesienią. Na stolicy biskupiej powitał go już wówczas inny ordynariusz – miejsce zmarłego w maju 1909 r. metropolity Wnukowskiego zajmował ks. Wincenty Kluczyński. Zahartowany trudami podróży aż po Azję został wczesnym latem 1910 r. skierowany na tereny znacznie bliższe, jednak nie mniej pozbawione opieki duszpasterskiej. Decyzją nowego metropolity Jan Cieplak został wyznaczony do przeprowadzenia wizytacji Mińszczyzny. Władze carskie przez kilka lat nie wpuszczały na teren tej diecezji biskupów. Pozbawiona biskupa diecezja miała – w rachubach rosyjskich władz – łatwiej poddać się nakazowi wygłaszania kazań w języku rosyjskim. Mimo braku zwierzchnictwa trzymała się dzielnie. Podróż bp. Cieplaka miała stanowić moralne wsparcie dla księży i wiernych Mińszczyzny. Duchowny wyruszył w nią w czerwcu. Najpierw dotarł do Wilna, w którym w ciągu tygodnia udzielił bierzmowania kilku tysiącom wiernych, wyświęcił kilkudziesięciu kapłanów. Przemieszczał się pociągami i powozami. Z równą uwagą pochylał się nad sprawami boskimi – przywiązaniem do wiary, stanem świątyń i kaplic, jak i nad tymi ziemskimi. Dlatego też wszędzie, gdzie to było możliwe, odwiedzał szkoły, ochronki, towarzystwa dobroczynne. Jego obecność Polacy traktowali jak święto narodowe – duchownego witały polskie flagi. Właśnie okazywany powszechnie patriotyzm stał się powodem przerwania biskupiej wizytacji. Władze rosyjskie nie pozwoliły wjechać pasterzowi na teren dekanatu pińskiego. Został wezwany do Petersburga i karnie pozbawiony profesorskiej emerytury.

Jesienią 1913 r. metropolita mohylewski, Wincenty Kluczyński, skierował do Stolicy Apostolskiej poruszający list, w którym prosił o zdjęcie z niego obowiązków arcypasterza. Watykan przyjął ją dopiero latem 1914 r. Biskup Cieplak uczestniczył wówczas w Kongresie Eucharystycznym w Lourdes. Do Petersburga powrócił na początku sierpnia. Tuż po jego przyjeździe doszło do zebrania kapituły metropolitalnej. Oto wspomnienia ówczesnego kanonika, Zygmunta Łozińskiego: „Wahaliśmy się bardzo, czy mamy swe głosy oddać na biskupa Cieplaka. [...] Uznawaliśmy wszyscy jego wielkie cnoty, ale zdawało nam się, że jest zbyt słaby, że spraw kościelnych nie poprowadzi i nie obroni, jak należy [...]”.

Wbrew wątpliwościom kapituły Jan Cieplak sprostał wyzwaniom, których w letni dzień 1914 r. nie sposób było sobie jeszcze wyobrazić. Ale o tym za chwilę. Podczas I wojny światowej bp Cieplak nie tylko zmagał się z administracją carską, walcząc o prawa katolików, ale zorganizował sieć pomocy dla poszkodowanych podczas walk Polaków. W listach pasterskich wszelkimi argumentami przekonywał wiernych, by angażowali się w działalność dobroczynną. Księży zachęcał do gorącej posługi wśród uchodźców i jeńców wojennych. Wysyłał ich nawet do obozów na Syberii, w których przebywali wzięci do niewoli żołnierze armii austriacko-węgierskiej, a wśród nich wielu Polaków. Pod jego patronatem powołano w diecezji Centralny Komitet Obywatelski, Towarzystwo Pomocy Ofiarom Wojny. Sam biskup wizytował te organizacje, odwiedzał szpitale, przytułki oraz powstałe przy jego ogromnym wsparciu szkoły dla dzieci uchodźców.
***
„Gdy nastąpił przewrót bolszewicki – na tę chwilę Pan Bóg w Opatrzności swojej kogo innego do rządów upatrzył” – pisał w liście do przyjaciela, ordynariusza płockiego, Juliana Nowowiejskiego, bp Jan Cieplak w lipcu 1918 r. Wcześniej do stolicy biskupiej nad Newą przybył mianowany wreszcie przez Watykan nowy metropolita – bp Edward Ropp. Dotychczasowy administrator został jego sufraganem. Tymczasem rozpoczął się nowy rozdział historii Kościoła katolickiego na Wschodzie. Komuniści zaatakowali bez pardonu. Bez żadnych rozmów z władzami kościelnymi zarekwirowali kościelne dobra, odebrali księżom prawo prowadzenia ksiąg metrykalnych, cmentarzy. Metropolita mohylewski rozesłał do wszystkich parafii pismo, w którym zobowiązywał duchownych i świeckich do jednoznacznej obrony praw Kościoła.

29 kwietnia bolszewicy aresztowali abp. Roppa. Pasterz zdążył jeszcze przekazać sufraganowi władzę administracyjną nad diecezją. Tego samego dnia decyzją Stolicy Apostolskiej bp Jan Cieplak został wyniesiony do godności arcybiskupiej.

Prawdziwą sztuką jest umiejętność najpełniejszego wykorzystania potencjału, jaki mamy w danym czasie i okolicznościach. Nie ma wątpliwości, iż ks. Cieplak był osobą, która doskonale dostrzegała pełnię powierzanych mu zadań. W pierwszych dniach po aresztowaniu metropolity Roppa nowo mianowany arcybiskup nakazał odprawienie nabożeństw o uwolnienie hierarchy we wszystkich kościołach archidiecezji. W Petersburgu osobiście przewodniczył im w kilku świątyniach. Walka o oswobodzenie ordynariusza trwała do 17 listopada. Wówczas komuniści zawarli porozumienie z władzami polskimi – oddali duchownego w zamian za aresztowanego w RP komunistę. Został odstawiony pod granicę z Polską.

W Petersburgu popierani przez ks. Cieplaka diecezjanie zorganizowali wielotysięczną demonstrację sprzeciwu wobec ograniczania swobód religijnych. Właśnie wówczas CZEKA po raz pierwszy podjęła decyzję o aresztowaniu sufragana. Do zatrzymania nie doszło, gdyż wiernym udało się zawczasu ukryć abp. Jana.

Tymczasem ks. Cieplak na powrót przejął obowiązki administratora archidiecezji mohylewskiej. Kontynuował walkę metropolity Roppa o dobra kościelne. Jednak działał w nieporównanie gorszych warunkach. Władza bolszewicka nieco okrzepła i z większym impetem uderzyła w Kościół. Arcybiskup ratował już nie tylko budynki, ale przede wszystkim samych duchownych. Prawdziwą batalię stoczył o relikwie św. Andrzeja Boboli przechowywane w kościele w Połocku.
***
Zamach na relikwie świętego wieszczyła seria artykułów w sowieckich gazetach sugerująca konieczność ich zbadania – rzekomo taki postulat wysuwały „rzesze mas pracujących”. Wkrótce dociekliwość mas przybrała na sile, tak iż bolszewicy czuli się w obowiązku ją zaspokoić. Pierwsze pismo informujące o państwowej analizie relikwii pojawiło się w połowie sierpnia 1919 r. Arcybiskup Cieplak zareagował na nie z pełnym zdecydowaniem: „Nie jest rzeczą władzy cywilnej sprawdzanie relikwii świętych, gdyż wiara nie potrzebuje urzędniczego potwierdzenia”. Na odpowiedź nie musiał długo czekać. Z witebskiego ispołkomu otrzymał bowiem pismo, które w normalnych warunkach można by ocenić jako prymitywny dowcip. Realia sowieckiej Rosji wymuszały inną interpretację – dzicz ryła fundamenty wiekowej cywilizacji. Okazało się bowiem, iż „grupa katolików czerwonoarmiejców batalionu komendy miasta” pała tak silną rządzą zbadania szczątków Boboli, że władze nie mogą jej nie zaspokoić. Ksiądz Cieplak błyskawicznie wysłał odpowiedź: „Proszę oświadczyć grupie waszych katolików, że wybrali fałszywą drogę”. 23 czerwca 1922 r. był dniem triumfu dziczy, ale w historii komunistycznego kraju takich świąt było bez liku. Tamtego letniego dnia wojsko otoczyło świątynię, w której przechowywano relikwie. Wczesnym popołudniem komisja przystąpiła do analizy świętych szczątków. Proces badawczy ograniczył się do podarcia szat i szamotania zwłokami Andrzeja Boboli, mimo to relikwie nie rozpadły się. W tym czasie przed kościołem gęstniał tłum, w którym obok katolików byli także wyznawcy prawosławia i żydzi. Wszyscy protestowali przeciw profanacji. Miesiąc później bolszewicy wywieźli szczątki świętego do Moskwy.
***
2 marca 1923 r. późnym wieczorem ksiądz arcybiskup został powiadomiony, iż za trzy dni musi stanąć przed najwyższym trybunałem rewolucyjnym. W niedzielę, 4 marca, pasterz odprawił swą ostatnią w Petersburgu mszę świętą.

Tłum wiernych odprowadził swego arcybiskupa na dworzec kolejowy. Po raz ostatni. Trzy tygodnie później w Moskwie rozpoczął się proces pokazowy metropolity oraz kilkunastu księży. „[...] od końca 1918 r. do grudnia 1922 r. utworzyli w Piotrogrodzie, po wspólem porozumieniu się, organizację, która postawiła sobie zadanie w celach kontrrewolucyjnych przeciwdziałać prawom i rozporządzeniom Rządu Robotników i Włościan” – brzmiał fragment aktu oskarżenia. Punktem kulminacyjnym trzeciego dnia procesu (tj. piątek 23 marca 1923 r.) było przesłuchanie księdza arcybiskupa. Z relacji naocznych świadków tego wydarzenia – dyplomatów akredytowanych w Moskwie – wiemy, iż duszpasterz zachował spokój i wypowiadał się z godnością.

Wykorzystując abstrakcyjność sytuacji, w której się znalazł, jakby zupełnie nie przejmując się jej grozą, wygłosił do zgromadzonych wykład teologiczny. Jeden z obserwatorów zanotował: „Sędziowie i prokurator słuchali w milczeniu i przez chwilę zdawali się nawet być pod wrażeniem”. Wszystko, co działo się później, było zupełnie bez znaczenia. Wyrok ustalony był zapewne jeszcze przed wezwaniem arcypasterza do Moskwy. Jednak obserwująca ten proces oczami zagranicznych dyplomatów międzynarodowa opinia publiczna zamarła, gdy prokurator ujawnił, jakiej kary żąda dla oskarżonych: „Ci dwaj [abp Cieplak i ks. Konstanty Budkiewicz] powinni ponieść karę najwyższą. Żądam jej dla oskarżonego Cieplaka. Księże, cała jezuicka dwulicowość, z którą pan się bronił, nie uratuje pana od śmierci! Żaden papież w Watykanie nie uratuje was teraz!”. Sąd wymierzył karę taką, jakiej domagał się prokurator. Do sowieckiego Komisariatu Spraw Zagranicznych niemal natychmiast wlał się strumień protestów rządów całego świata. Zmiany wyroku domagały się m.in. władze: USA, Anglii, Francji, Włoch, Watykanu, Polski, Belgii, Szwecji, Brazylii, Argentyny, Szwajcarii, Rumunii, Niemiec, Hiszpanii, Portugalii. Władze RP zaproponowały Kremlowi wymianę więźniów. Komuniści dotychczas chętnie korzystali z podobnych propozycji, tym razem odmówili. Nieustanne interwencje wnosiła misja papieska w Moskwie. Jej przedstawiciel o. dr Edmund Walsh interweniował u Kalinina. Wobec braku odzewu zaczął prosić choćby o możliwość kontaktu ze skazańcami przed egzekucją: „Jest w zwyczaju we wszystkich cywilizowanych krajach, że osobom skazanym na śmierć wolno nieść przed egzekucją taką duchową pociechę, jakiej sobie one życzą. Proszę tedy w imieniu Stolicy Świętej, by wolno mi było spędzić z tymi dwoma księżmi dwie ostatnie godziny przedśmiertne oraz bym mógł być obecny przy egzekucji”.

W pewnym stopniu komuniści wysłuchali tego apelu, choć o. Walsh uświadomił sobie tę prawdę z pewnym opóźnieniem. W nocy z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę – długo po północy – zadzwonił jego telefon. Wysłannik papieski podniósł słuchawkę – usłyszał w niej dziki śmiech przeplatany wulgaryzmami. Tak było niemal do rana. 3 kwietnia „Prawda” zamieściła lakoniczną notatkę: „Dn. 31 marca wykonano wyrok na prałacie Budkiewiczu, który został skazany na śmierć w procesie katolickich kontrrewolucjonistów”. Ojciec Edmund Walsh pojął, iż nocnymi wyciami do słuchawki telefonu władza sowiecka informowała go o zabiciu duchownego.

Po zamordowaniu prałata komuniści ujawnili, iż decyzją Kalinina kara śmierci nałożona na arcybiskupa została zamieniona na 10-letnie więzienie. Kapłan spędził rok w celach na Butyrkach. W połowie marca 1924 r. komuniści przenieśli go na Łubiankę, gdzie życie skończył ks. Budkiewicz. Zmianie uległ sposób traktowania hierarchy. Do tej pory czekiści dawali mu względny spokój. W nowym miejscu odosobnienia wzywany był na przesłuchania, ciągle fotografowany, morzony głodem. Tak komunistyczna bezpieka żegnała się ze swą ofiarą – 22 marca podczas tajnej narady centralny komitet wykonawczy podjął decyzję o wydaleniu ks. Cieplaka ze Związku Sowieckiego. Już dwa dni później poufnymi kanałami informacja ta dotarła do watykańskiego sekretarza stanu. O zbliżającym się uwolnieniu nie miał jednak pojęcia sam więzień. Przeciwnie, przeniesienie na Łubiankę rozumiał jako znak zbliżającej się egzekucji. Dlatego też, gdy 9 kwietnia do jego celi weszło dwóch czekistów, nie miał wątpliwości, że wybiła ostatnia godzina jego życia. Tymczasem oprawcy zaprowadzili pasterza do samochodu, zawieźli na dworzec kolejowy. Później wsiedli z nim do pociągu jadącego w stronę granicy Sowietów z Łotwą. Mimo zdziwienia arcybiskup nie przypuszczał, że zbliża się kres jego udręki. Nabrał nadziei wówczas, gdy jeden z funkcjonariuszy zachęcony chwilową nieobecnością swego towarzysza, szepnął do niego „Nie zginiesz”. Ksiądz Jan Cieplak został odstawiony pod granicę łotewską. Czekiści wręczyli mu dowód osobisty, dokument pozwalający na pobyt na terenie Łotwy, śledzia i kawałek chleba. I tak pasterz odzyskał wolność. Dotarł na dworzec i wsiadł do pociągu jadącego do Rygi. W łotewskiej stolicy udał się wprost do kościoła św. Franciszka, a później do plebanii proboszcza parafii.

12 kwietnia abp Jan Cieplak wyruszył pociągiem do Polski. Wzdłuż drogi, którą jechał na dworzec, ustawiały się tłumy wiernych. Pożegnanie duchownego przerodziło się w manifestację narodową i protest przeciw okrucieństwom komunizmu. Pociąg z wyjątkowym pasażerem zatrzymał się jeszcze w Dyneburgu. Arcybiskup był bardzo zmieszany zainteresowaniem jego osobą. Nie mógł jednak nie stanąć przed oczekującymi go przez kilka godzin mieszkańcami miasta i okolic, wśród których było bardzo wielu Polaków. Dalsza podróż już na ziemiach Rzeczpospolitej była co chwilę przerywana przez zbierające się na stacjach tłumy rozradowanych wiernych. Podczas kilkugodzinnego pobytu w Wilnie pasterz zwrócił się do oczekujących go ludzi: „Nie jestem właściwie takim bohaterem, za jakiego mnie uważacie. Spełniłem tylko swój obowiązek. Cieszę się, że widzę gorące przywiązanie ludności wileńskiej do Kościoła katolickiego”. Późnym wieczorem arcybiskup wyruszył do Warszawy. Tymczasem już od świtu następnego dnia okolice dworca głównego stolicy zapełniały się rzeszami wiernych. Szpaler – przede wszystkim z młodych ludzi – utworzył się samorzutnie wzdłuż Al. Jerozolimskich w stronę Starego Miasta. Punktualnie o 9.20 pociąg z wyczekiwanym gościem stanął na warszawskim peronie. Witany m.in. przez kard. Aleksandra Kakowskiego i nuncjusza apostolskiego arcypasterz przemówił do wiwatujących tłumów: „Stoję przed tobą, Polsko i Warszawo, i cieszę się, że cię taką widzę, stolico Polski wolnej, katolickiej, przywiązanej do tradycji naszych ojców. Jednak radosne i szczęśliwe te chwile mąci mi myśl, że tam w Rosji zostawiłem tylu cierpiących, pozbawionych opieki i tylu oczekujących chwili powrotu do kraju”.

Dziś zapewne trudno wyobrazić sobie wzruszenie, jakie wówczas przeżywały tysiące. Oto relacja uczestnika tego wydarzenia: „W chwili błogosławieństwa tłum padł na kolana. Pochylono sztandary. Wolnym krokiem ksiądz arcybiskup skierował się do czekającej nań karety. Młodzież wyprzęgła konie i pociągnęła karetę przez Aleje Jerozolimskie, Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście, na ulicę Miodową do kościoła oo. Kapucynów. [...] Tu ksiądz Jan Cieplak odprawił uroczystą Mszę Świętą”.

8 maja arcybiskup był już w Rzymie. W liście do swego najbliższego przyjaciela, ordynariusza płockiego, Juliana Nowowiejskiego, napisał: „Szczerze ci piszę, że wszystkie te objawy uczuć krępują mnie bardzo. Poznałem siebie dobrze, z łaską Bożą, w więzieniu i widzę swą nicość i niegodność. W kąt gdzieś winienem się schować, a nie stać na widowni”.

W Wiecznym Mieście pozostał przez półtora roku. Decyzją Stolicy Apostolskiej został wyznaczony na nowego metropolitę wileńskiego. Otrzymał szansę, by zbliżyć się do tych, za którymi tak tęsknił. Do wiernych pozostałych za wschodnią granicą Rzeczpospolitej. Dnia ingresu do katedry wileńskiej jednak nie doczekał. Zmarł 17 lutego 1926 r. podczas odwiedzin polskiej społeczności w Stanach Zjednoczonych.
***
W artykule wykorzystano informacje oraz cytaty z następujących pozycji: Franciszek Rutkowski, Arcybiskup Jan Cieplak, Warszawa 1934 r.; Francis Mac Cullagh, Prześladowanie chrześcijaństwa przez bolszewizm rosyjski, Kraków 1924 r.



Autor: Katarzyna Gójska-Hejke
•NGP-Nowe Państwo: Wspomnienia, Opowiadania





Autor: Piotr Dudała | 09/12/2012
Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney