Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Czesław Ryszka: Wrogowie Krzyża chcą ustanowienia społeczeństwa bez chrześcijan

Alain Besancon, francuski historyk, polityk i sowietolog, (ur. w 1932 r.) powiedział, że Kościół katolicki to jedyna organizacja religijna, którą dziś można obrażać, lżyć publicznie, oficjalnie atakować. Jego słowa potwierdza życie. Dla przykładu, w Unii Europejskiej hołubi się judaizm, islam, protestantyzm, prawosławie, hinduizm, buddyzm, a nawet wiele sekt, atakuje natomiast na różne sposoby Kościół katolicki czy ogólnie pisząc: chrześcijaństwo. Rozbito już Kościół katolicki w Austrii, Irlandii, Hiszpanii, a obecnie głównym celem ataków jest Polska, a konkretnie tradycyjna wiara Polaków, którzy wypełniają świątynie w kraju oraz w tych państwach, do których wyruszyli za chlebem. To nie moje słowa, że bez zniszczenia silnego katolicyzmu polskiego, liberalni i ateistyczni władcy w Brukseli nie zdobędą pełnej dominacji w Europie.



Rodzima katolewica

Toteż różnej maści ideologowie starają się zaszczepić w Polsce wszelakie wynaturzenia moralne, polityczne i kulturalne, by - zgodnie z zamysłami „rządu światowego” – zaprząc nasz kraj w plan realizacji globalistycznej utopii: budowania świata bez Boga i przeciw Niemu. Wypowiedzi prezydenta czy pani premier np. odnośnie in vitro sprawiają wrażenie, że owa globalistyczna ideologia powoli i u nas zwycięża. Nic bowiem sobie ci przywódcy nie robią sobie z nauki Kościoła, wręcz przeciwnie: polemizując z nią, odnosząc się do listów pasterskich Episkopat Polski, wywołują podziały w społeczeństwie, usiłują osłabi
ewangelizację prowadzona przez Kościół.
Należałoby zapytać, czy postępują tak z pełna świadomością, czy też niejako automatycznie z powodu wieloletniego przesiąknięcia doktryną komunistyczną? Czy może brak im mocnego kręgosłupa moralnego, zdolności intelektualnych, wiedzy na tematy, na które autorytatywnie zabierają głos? Nie można uważać się za katolika i równocześnie głosić swoje „widzimisię” odnośnie kluczowych wartości chrześcijańskich i nauki Kościoła.
Oczywiście, wiele bzdurnych tez powielanych jest również za niektórymi współczesnymi teologami, którzy podjęli się zadania „oczyszczenia” Kościoła z nieżyciowych – według nich - ograniczeń dotyczących różnych dziedzin nauki czy życia. Krótko mówiąc, dążą oni do „przystosowania” Kościoła do warunków, w jakich żyje świat, a konkretnie chcą upodobnić go do społeczności ateistycznych. Ponieważ biskupi katoliccy nie tylko w Polsce nie godzą się na zmiany, fanatyczni ideologowie eskalują napięcia, podburzają i prowokują ludzi, szydzą coraz śmielej z uznawanych przez Kościół świętości.

Fala ataków

Tylko w roku 2012 dokonano w naszym kraju wielu aktów profanacji kościołów. Przede wszystkim zamierzono się na jasnogórską świętość, ikonę Matki Bożej Częstochowskiej. Żarówkami wypełnionymi farbą obrzucił Wizerunek 58-letni mieszkaniec Świdnicy. Nie był to czyn szaleńca - biegli orzekli, że sprawca byl w pełni świadom swego zachowania.
W Klembowie na Mazowszu do kościoła, do którego chodziła św. Faustyna Kowalska i w którym złożyła ślub czystości włamali się nieznani sprawcy, którzy zdewastowali wnętrze, włamali się do tabernakulum i sprofanowali Najświętszy Sakrament. W kościele w Halinowie także rozsypano konsekrowane hostie. Kościół określa profanację Eucharystii jako akt najcięższej apostazji, sprawca zostaje automatycznie ekskomunikowany, wyklucza się go z Kościoła, a ewentualnego rozgrzeszenia udzielić może tylko papież. Mimo to znaleźli się tacy, którzy takich czynów się dopuścili.
W parafii w Gliniance proboszcza związano kablem i torturowano. W Zalesiu Dolnym zdewastowano kościół - nieznani sprawcy wypisali hasła satanistyczne i zamalowali stojący obok świątyni pomnik kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz kamień upamiętniający katastrofę smoleńską. Przestępstwa popełnione w świątyniach - powiedział ordynariusz diecezji warszawsko-praskiej abp Henryk Hoser - są „wyrazem lekceważenia i pogardy dla Kościoła. Fala wrogości sączona przez media ośmiela przestępców”.
Osobną, bardzo długą listę stanowiły profanacje krzyża Chrystusa. Wręcz chciałoby się zapytać, czy rzeczywiście aż dla tak wielu Polaków znak Męki Zbawiciela to tylko pal z poprzeczką, który zdejmuje się na dowolne życzenie ze ściany w klasie szkolnej bądź w sali plenarnej Sejmu, czego domagali się palikociarze? Czy aż tylu zapomniało, że krzyż to znak zbawczej ofiary Jezusa, najbardziej święty znak naszej wiary, że nie byłoby Chrystusowego zmartwychwstania, gdyby nie poprzedziła go śmierć na krzyżu. Krzyż jest znakiem ofiary, także w życiu wszystko, co ważne, łączy się z jakąś, czyjąś ofiarą.

Obrona krzyża
Od 1989 r. w katolickiej Polsce krzyż umieszczano w każdym ważnym miejscu: Sejmie, Senacie, salach obrad Sejmików, Rad Miast i Gmin, w szpitalach i szkołach, a teraz jakby ubywa nam wiary w jego moc. Przepowiedział to w 1995 r. w Skoczowie podczas pielgrzymki do Polski Jan Paweł II. Nawiązując do czasów wielkiej próby sumień - jak nazwał PRL - powiedział: „Wbrew pozorom, praw sumienia trzeba bronić także dzisiaj. Pod hasłami tolerancji w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu szerzy się nieraz wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący, zauważa się tendencje do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość”. Jakże proroczo prosił wówczas, byśmy trwali przy krzyżu, w którym „w okresach najcięższych dziejowych prób naród szukał i znajdował siłę do przetrwania i do powstania z dziejowych klęsk”. „Brońcie krzyża!" - zawołał. Wtedy jednak wielu, także spośród naszych hierarchów, nie zdawało sobie sprawy z tego, co się już wówczas szykowało.
Nie bronimy skutecznie, o czym świadczy wzrastająca liczba bluźnierstw i profanacji krzyża Chrystusa. Mamy w Polsce kłopot z Krzyżem. Antykościelna ofensywa gwałtownie rozwinęła się po tzw. awanturze o krzyż umieszczony przez harcerzy przed Pałacem Prezydenckim po tragedii smoleńskiej. „Awanturę” w dużej mierze wywołali ludzie sympatyzujący z „Ruchem Palikota", którzy bezpardonowo zaatakowali ludzi broniących krzyża. Wkomponowało się to doskonale w optykę propagandową Pałacu i rządu, który mógł zarzucać opozycji polityczne wykorzystywanie katastrofy smoleńskiej oraz inicjowanie „burd” przed Pałacem Prezydenckim - tak określono modlitwy i palenie zniczy ku czci poległych w katastrofie. Usłużne media zaś pokazywały protestujących katolików jako fanatyków, którzy używają krzyża do ideologicznej wojny.
Potem miało być już tylko ostrzej. W 2013 r. „Ruch Palikota”, a właściwie powstały z niego „Twój Ruch” rozbudzał na wszelkie sposoby antyklerykalne emocje, żądając usunięcia krzyża z Sali Plenarnej obrad Sejmu, który jakoby naruszał dobra osobiste posłów. Sąd Apelacyjny orzekł inaczej; krzyż został, a powodowie muszą zapłacić zwrot kosztów postępowania sądowego.
Sąd w Gdańsku, ku uciesze rodzimych nihilistów, przyznał rację autorce wystawy „Pasja”, Dorocie Nieznalskiej, która na krzyżu umieściła zdjęcia męskich genitaliów. Uznano tę instalację za „dzieło sztuki” i to dobrze się reklamujące. W podobny sposób chciał się zareklamować w 2013 r. inny pseudoartysta w filmie „Adoracja Chrystusa”, sfinansowanym nota bene z budżetu państwa. Można tam było zobaczyć nagiego mężczyznę (autora filmu?) pieszczącego leżący na podłodze średniowieczny krzyż z Chrystusem. Film po protestach zdjęto z wystawy w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie, ale wyjątkowego niesmaku nie da się tak łatwo zatrzeć.
Przed kilkunastoma laty głośna była sprawa papieskiego krzyża w Oświęcimiu. Omal nie zakończyła się jego usunięciem. w opinii środowisk żydowskich domagających się usunięcia papieskiego krzyża, najpierw twierdzono, że jest on zbyt duży, a następnie nagłośniono tezę, że nie powinno być chrześcijańskich symboli w pobliżu miejsca zagłady Żydów. Szkopuł w tym, że w obozie koncentracyjnym w Auschwitz Niemcy zamordowali blisko milion Polaków, z całą pewnością w większości katolików. Krzyża ostatecznie nie usunięto, ale przeniesiono z terenu obozu klasztor sióstr karmelitanek.

Sygnał ze Strasburga

Nie tylko katolicy w Polsce mają kłopot z krzyżem. Najbardziej szokujący wyrok wydał 3 listopada 2009 r. Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Sędziowie uznali bowiem, że krzyż wiszący we włoskiej szkole publicznej w Albano Terme jest „sprzeczny z prawem rodziców do wychowania własnych dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami oraz sprzeczny z prawem dzieci do wolności religijnej”. Stało się to za sprawą jednej z mieszkanek, Soile Lautsi, obywatelki Włoch pochodzenia fińskiego, której mężem jest aktywista włoskiego związku ateistów, agnostyków i racjonalistów. Kiedy włoskie sądy odrzuciły jej wniosek o zdjęcie krzyża w szkole jej syna, zaskarżyła sprawę do Strasburga. Tam wygrała, co więcej, miała otrzymać od państwa 5 tys. euro zadośćuczynienia za „straty moralne”, jakie poniosło jej dziecko chodząc do tamtejszej szkoły. Należy tu podkreślić, że wyrok zapadł jednomyślnie, a przewodniczącą składu orzekającego była sędzia Francoise Tulkens, profesorka... Katolickiego Uniwersytetu w Louvain!
W treści uzasadnienia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka sędziowie odwołali się do neutralności światopoglądowej państwa, a także powołali na Europejską Konwencję Praw Człowieka, twierdząc, że widok krzyża wyróżnia tylko jednych rodziców do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami, a innych nie. Co do neutralności światopoglądowej państwa, sędziowie Trybunału chcieli z religii uczynić sprawę czysto prywatną, bez prawa do obecności w życiu publicznym. W uzasadnieniu orzeczenia pojawiła się też myśl o „stratach moralnych”, jakie dziecko może ponieść z powodu spojrzenia na krzyż. Takie rozumienie obecności znaku krzyża w miejscu publicznym jest wyjątkowym przejawem absurdu. Znak ofiary miłości i oddania życia dla innych w żadnej mierze nie uprawnia do stawiania wniosku o stratach czy złu moralnym. Do jakiej złej decyzji i jakiego złego czynu nakłania uczniów widok krzyża?
Najwyższy niepokój budził też intelektualny bałagan rozumienia znaczenia „wolności religijnej” przez sędziów stras- burskiego Trybunału. Zastanawia, z jakiego powodu w tej wysokiej instancji sądowej zapomniano o Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka z 1948 r., w której znajdujemy czytelny zapis, że „każda osoba ludzka ma prawo do wolności myśli, sumienia i religii. Prawo to zakłada wolność zmiany religii i przekonań, jak również wolność ich manifestowania, indywidualnie czy społecznie, publicznie czy prywatnie, przez nauczanie, praktyki religijne, kult i wykonywanie rytów” (art. 18). W myśl tej Deklaracji katolicy mają niezbywalne prawo, aby wewnętrzne akty religijne ujawniać na zewnątrz, wyznawać je we wspólnocie i manifestować publicznie. Nie decyduje o tym nawet fakt, że katolicy stanowią większość obywateli danego kraju, choć jest to bardzo ważny argument. Dla umieszczenia znaku krzyża w miejscach publicznych, w tym także w szkołach, wystarczy szacunek dla wolności sumienia i religii oraz prawo potwierdzone przez władze państwowe.
Echa tego wyroku odbiły się w całej Europie. Zaprotestował premier Silvio Berlusconi, a we włoskiej prasie pojawiły się złośliwości pod adresem Trybunału w Strasburgu. Ponieważ skarżąca jest Finką, pytano ją, czy nie przeszkadza jej krzyż na fińskiej fladze i co zrobić z Czerwonym Krzyżem. Znany watykanista Andrea Tornielli sugerował m.in., by strasburscy sędziowie symbol „plus" zastąpili czymś innym, bo też może się komuś źle skojarzyć i zrezygnować z podawania dat „przed Chrystusem” i „po narodzeniu Chrystusa”.
Do protestu dołączyli się obywatele Włoch, m.in. wzdłuż ulic miasta Montegrotto na elektronicznych tablicach informujących zwykle o sytuacji na drogach, pojawił się krzyż i napis: „My go nie zdejmiemy”. Co więcej, w wielu szkolnych aulach i urzędach państwowych, gdzie do tej pory nie było krzyży, zostały one zawieszone. Reakcja Włochów na decyzję trybunału w Strasburgu dowodzi, iż głupota ma swoje granice. Dyskusję na temat obecności krzyża w szkołach najtrafniej podsumował jeden z włoskich polityków: „Chcą zdjąć krzyż? To niech przyjdą i go zdejmą”. Ciekawe, który z sędziów odważy się pojechać z taką misją do Albano Terme.
Jak wiadomo, w tej sprawie Włochy wniosły apelację i sąd wyższej instancji w składzie 17 sędziów (tworzących tzw. Wielką Izbę Trybunału) zmienił wyrok: krzyż może zostać.
Przedwczesna była radość różnej maści ateistów, że wyrok strasburskiego Trybunału będzie precedensem dla orzeczeń w innych krajach. Także w Polsce: Europosłanka z SLD Joanna Senyszyn zapowiedziała kampanię przeciw „klerykalizmowi”, która miała domagać się wydania rozporządzenia nakazującego usuwanie krzyży ze szkół. Jak się wyraziła: po ratyfikacji traktatu lizbońskiego nadszedł moment, by zaatakować Polskę, gdzie „owo chrześcijaństwo jeszcze jako tako się trzyma”.
Na tej fali trójka uczniów klasy maturalnej Liceum Ogólnokształcącego przy 14. Zespole Szkół we Wrocławiu - zapewne za czyjąś namową - wystąpiła z petycją o zdjęcie krzyży ze szkolnych ścian. Protest garstki młodych został wówczas wykorzystany przez gazetę wiadomo jaką dla stworzenia wrażenia, że obecność krzyża w przestrzeni publicznej stanowi problem także w naszym kraju.
Europa szczycąca się nieskazitelnością swej demokracji zmierza niestety powoli w stronę dyktatury mniejszości. Coraz większe przywileje nadawane homoseksualistom, sposób, w jaki przeforsowano traktat lizboński czy wreszcie pierwszy werdykt w sprawie krzyża w Abano Terme pokazują, iż najistotniejsze dla przyszłości Starego Kontynentu decyzje są podejmowane w sposób urągający podstawowym zasadom demokracji.
Można na to spojrzeć też optymistycznie i podziękować sędziom ze Strasburga, ponieważ ich wyrok już podziałał jak zimny prysznic na większość chrześcijan. Jest szansa, że nastąpi jakieś przebudzenie i mobilizacja do większej aktywności w życiu publicznym.
(WPIS nr 4/2015)



Autor: Redakcja | 02/05/2015
Komentarze
#1 | @Pawlo dnia 11.05.2015 10:31
jak analizowałeś takie zdjęcia, jak to wyżej, to za diabła, ja też żadnej obrączki nie dostrzegam! problem tylko jest w tym, że na tym zdjęciu nie widać rąk!
#2 | PAWLO dnia 09.05.2015 21:31
Oho, ho, ale dużo napisane o chrześcijaństwie, oho ho. Tylko, P. Ryszka jako przykłady katolik,mąż, ojciec dzieci gdzie nasz OBRĄCZKĘ ?! Z ciekawości przejrzałem duuuzo zdjęć, i ni chu chu obrączki BRAK !!! Ładnie to tak..
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney