Święty Ojciec Pio

SosnowiecFakty na YouTube


SosnowiecFakty na twitterze


SosnowiecFakty na Google

Święty Michał Archanioł

Święty Jan Paweł II

Ankieta
Czy poznamy prawdę o Katastrofie Smoleńskiej?

tak

nie

trudno powiedzieć


Zagłębiowscy Święci


Gloria TV


WikiZagłębie


Św. Jakub Apostoł

Nawigacja
     Strona główna
     Galeria zdjęć
     Szukaj
     Linki
     Kategorie
     Regulamin Komentarzy
     Akceptacja plików cookies

Zajrzyj tutaj













Ks. prof. Włodzimierz Sedlak

Matka Boża z Guadalupe


Czesław Ryszka: POWSTANĄ DZIECI PRZECIWKO RODZICOM?

Wybitny brytyjski pisarz chrześcijański i przyjaciel Polski Gilbert Keith Chesterton (1874-1936) napisał w jednym z esejów: „Rodzina może słusznie uchodzić za zwieńczenie ludzkich instytucji. Każdy przyzna, że niemal we wszystkich dotychczasowych społeczeństwach rodzina była zasadniczą i centralną komórką (...). Chrześcijaństwo, przynosząc olbrzymią rewolucję, nie wprowadziło zmian w tej pradawnej i groźnej świętości, tyle że postawiło ją niejako na głowie. Nie zaprzeczyło istnieniu Trójcy, na którą składają się ojciec, matka i dziecko, lecz odczytało ją wspak: dziecko, matka, ojciec. Nie jest to już rodzina, lecz Święta Rodzina, bo też i świętość nieraz bywa skutkiem obrócenia czegoś do góry nogami”.



Nasuwa się refleksja, że w dzisiejszych czasach dziecko, a właściwie jego brak, znów postawi wkrótce rodzinę na nogi! Nie wiemy tylko, czy stanie się to w sposób niejako naturalny, przez opamiętanie się dorosłych, czy też w sposób gwałtowny, zgodnie ze słowami z Ewangelii św. Marka: Powstaną dzieci przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią! (Mk 13,12).

Odebrać rodzinie matkę

Rodzina często stanowiła pokusę dla rządzących, chcieli ją sobie podporządkować, uzależnić, wpływać na jej kształt i znaczenie. Walczyć z rodziną można na różne sposoby: uchwalać antyrodzinne ustawy, ogłaszać pseudonaukowe prace badawcze, uogólniać przypadki przemocy domowej, zabierać dzieci rodzicom, zrzucać wszelkie problemy społeczne na karb wyczerpania się formuły tradycyjnego małżeństwa i rodziny. Inaczej mówiąc, czyni się to głosząc utopijne teorie, że świat dzisiaj mógłby się obejść bez rodziny, rodzina mogłaby się obejść bez dzieci, a człowiek, istota ludzka mogłaby się obejść bez matki.
W okresie panowania w Polsce marksizmu-leninizmu rodzina została podporządkowana ustrojowym zasadom, czyli zrównana z każdą inną komórką społeczną. Stała się też ofiarą ówczesnego podejścia do pracy, której próbowano nadać charakter niemalże religijny, a sama praca była równocześnie źródłem szantażu, ponieważ o czyimś awansie decydowało najczęściej „widzimisię” sekretarza niższej lub wyższej komórki partyjnej. Była też praca źródłem wyzysku, ponieważ płaca pozwalała jedynie na marną wegetację, co z kolei rodziło oczekiwania gratyfikacji w postaci dofinansowania wczasów, darmowych biletów, obiadów, dopłat do mieszkania, energii elektrycznej, talonu na samochód lub pralkę, dodatkowej szynki na święta itp. Były to jednak gratyfikacje uzależnione, tylko dla „zasłużonych”.
Bardzo groźnym owocem tego podporządkowania rodziny państwu stała się fałszywie rozumiana emancypacja kobiet. Przez lata nagłaśniano i gloryfikowano awans społeczny kobiety i matki dzięki możliwości wykonywania przez nią pracy zawodowej - teoria ta wywodzi się od Engelsa („Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa”, 1884). Głosząc, słuszną skądinąd, równą godność i odpowiedzialność mężczyzny i kobiety, prowadzono intensywną akcję na rzecz równego udziału kobiet w pracy zawodowej (w okresie wczesnej emancypacji było to 10-12 godzin dziennie), a także ich zaangażowania w życie polityczne i społeczne. Wiązało się to z wyczerpywaniem się męskiej siły roboczej.
Oczywiście, godność ludzka domaga się, aby uznano pełną wartość kobiety we wszystkich działaniach publicznych i wszystkich zawodach. Co innego jednak uznać pełne prawa, a co innego nakłaniać, a właściwie zmuszać kobiety do pracy wyniszczającej zdrowie i siły, nie- pozwalającej na spełnienie macierzyństwa, dezorganizującej życie rodziny i domu. Według tzw. odgórnych założeń istniała potrzeba rąk do pracy w budowie państwa socjalistycznego. W rzeczywistości jednak chodziło o wpływanie poprzez pracę na przeobrażenia rodziny, odciągnięcie kobiet od zajęć domowych, od macierzyństwa i Kościoła. Propagandowe kłamstwo było znacznie bardziej perfidne: praca kobiet nie była żadną emancypacją, wyzwoleniem - stała się koniecznością dla samych rodzin, ponieważ podstawowym motywem jej podjęcia były względy materialne.
Często ciężka i wielozmianowa praca kobiet przyczyniła się do powstania wielu innych problemów, m.in. laicyzacji rodziny (brakowało czasu i sił na praktyki religijne), a co za tym idzie, głębokiego zaburzenia w hierarchii wartości młodego pokolenia. W życie wkradł się egoizm, chęć dorobienia się za wszelką cenę, bez poczuwania się do jakichkolwiek obowiązków i odpowiedzialności. Obniżyła się także religijność i duchowość życia rodzinnego, o które dbała przede wszystkim matka.
Dzisiaj zbieramy owoce wieloletniej propagandy na rzecz zatrudnienia kobiet. W potocznej opinii obniżyła się wartość zajęć domowych - przy dzieciach i w kuchni. Stało się tak również dlatego, że ani szkoła, ani Kościół nie wychowują do podjęcia ról domowo-wychowawczych. Na pytanie: czy to możliwe, by rzeczywiście matka była nadal opiekunką ogniska domowego, a ojciec głową rodziny - wielu uśmiecha się ironicznie, puka w czoło, mówiąc: inne czasy dzisiaj. Rzeczywiście, inne czasy, ale czy ktoś wychowuje dziewczęta i chłopców, tak by mogli być rodzicami w tych „innych czasach”?
Przeciwnie, zamiast wychowywać młodych do pełnienia odpowiedzialnych ról społecznych w przyszłości, faszeruje się ich hasłami ideologii gender i zwalczania dyskryminacji mniejszości seksualnych, proponuje nieskrępowaną niczym wolność, dąży do oddzielenia erotyzmu od miłości - w efekcie do wyrugowania samej miłości, a więc tej cechy, która stanowi o istocie małżeństwa i powołania rodziny. Zauważmy, że gdyby szerzono szacunek dla macierzyństwa i wierności małżeńskiej, rozpadłby się cały biznes erotyczno-pornograficzny i towarzysząca im subkultura. Gdyby podkreślano i gloryfikowano wartość rodziny i miłości małżeńskiej, światowe lobby homoseksualistów należałoby uznać za co najmniej chore. Gdyby zaprzestano świadomie zaplanowanej demoralizacji ludzi, wzrosłaby moralność społeczeństw, a rządzący nie mogliby tak bezkarnie oszukiwać rządzonych. Gdyby ludzie nie pozwolili karmić się kłamstwami w prasie, wiele tytułów musiałoby upaść. Tę wyliczankę można kontynuować bardzo długo.

Owoce antyrodzinnych kampanii

Wiele pisze i mówi się dzisiaj o kryzysie demograficznym. Na Zachodzie jest to głównie owoc antyrodzinnych działań różnej maści liberałów i laicyzatorów, długoletniej kampanii antykoncepcyjnej, wprowadzenia do szkół edukacji seksualnej itp. Przez lata całe konstruowano mrożące krew w żyłach statystyki mające potwierdzić czarne, lecz fałszywe proroctwa, że wkrótce świat rozpadnie się z powodu przeludnienia, a miliardy ludzi zginą z głodu. Ukazywano przy tym przerażające obrazy umierających afrykańskich dzieci, ale nie po to, by przyjść im z pomocą, zmusić do zastanowienia nad egoizmem sytego Zachodu, lecz by propagować antykoncepcyjne orędzie.
Do czego doprowadziła ta antydemograficzna kampania? W Europie mamy dzisiaj pod tym względem prawdziwą pustynię. Tempo wzrostu liczby ludności zmniejszyło się o 40 proc. w stosunku do lat 1960. Wiele krajów świata, w tym - co istotne dla Polski - Niemcy i Rosja, przestaje odgrywać kluczową rolę jako rezerwuar ludnościowy czy jako ekspansywny rynek pracy. Liczba ludności Rosji zmniejsza się w tempie ok. 750 tys. osób rocznie. Ludność Republiki Federalnej Niemiec zmniejsza się tak szybko, że w ciągu najbliższych 20 lat kraj ten może utracić równoważnik demograficzny tego, co Niemcy zyskały z przyłączenia NRD. Według dzisiejszych statystyk aż w 59 największych krajach świata, obejmujących ok. 44 proc. ludności globu, nie rodzi się tyle dzieci, aby można było uniknąć skurczenia się bazy demograficznej i raptownego zestarzenia się społeczeństwa.
Takie zjawisko zawężonej zastępowalności pokoleń obserwujemy w Polsce od 1999 r., kiedy to przyrost naturalny osiągnął poziom bliski zeru. W następnych latach była już przewaga liczby zgonów nad liczbą urodzeń, co doprowadziło do tego, że staliśmy się krajem wymierającym. Dzietność kobiet, czyli liczba dzieci, które przeciętnie rodzi obecnie jedna Polka, wynosi tylko 1,25. To oznacza, że nie mamy zagwarantowanej nawet zwykłej zastępowalności pokoleniowej. Aby to zmienić, wskaźnik dzietności powinien wynosić około 2,1. Obecna sytuacja spowoduje, że w 2030 r. ludność Polski bez emigracji będzie liczyła tylko nieco ponad 35,5 min osób.
Kryzys demograficzny to nie tylko problem spadku liczby ludności: każdego roku w Polsce przybywa około 170 tys. emerytów; w 2030 r. będzie ich ponad 9 min (3,5 min więcej niż obecnie). Za tymi liczbami kryją się dziesiątki problemów społecznych, ekonomicznych i politycznych, których doświadczamy już teraz. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że zachwiana zostanie przyszłość naszego narodu. Jeśli ten proces nie zostanie zatrzymany, grozi nam szybkie starzenie się społeczeństwa, a w konsekwencji wzrost konfliktów i niezadowolenia społecznego. Przyniesie to zapewne oficjalną - jak to już jest w Holandii, Belgii czy Szwajcarii - legalizację eutanazji, motywowanej różnymi czynnikami pseudohumanitarnymi, a w przyszłości głównie czynnikiem ekonomicznym. Po prostu: pracująca mniejszość nie będzie w stanie utrzymać niepracującej większości. Ten problem dotyczy każdego kraju w Europie, a ponieważ eutanazja zdobywa sobie prawo bytu, czeka nas wkrótce eksterminacja ludzi chorych, niepełnosprawnych, będących ciężarem dla społeczeństwa.
Niestety, w naszym kraju prawie w ogóle nie mówi się o prawach demografii, o biologicznej kondycji narodu. Media skupiają się na problemach gospodarczych, a w temacie rodziny - wyłącznie na bezrobociu, eksmisjach, ubóstwie, pomocy społecznej... Przede wszystkim zaś nie ma rozwiązań podatkowych sprzyjających posiadaniu dzieci: zasiłki rodzinne są symboliczne, urlopy macierzyńskie i wychowawcze, choć ostatnio wydłużone, są jednak krótsze niż w większości krajów europejskich. Wprowadzone za kadencji premiera Jarosława Kaczyńskiego tzw. becikowe pozostało jedyną zachętą do rodzenia dzieci. Jednym słowem, zagubiono gdzieś myśl o wadze biologicznego kryterium wielkości i siły państwa, o demograficznej kondycji dla znaczenia każdego państwa. Mało kto zadaje pytanie o polski interes narodowy. Tymczasem jeśli za 50 lat Polska chce być liczącym się demograficznie, cywilizacyjnie i gospodarczo krajem, musimy dziś zrozumieć, że postępująca zapaść demo graficzna zepchnie nas do podrzędnej pozycji politycznej, rynkowej i produkcyjnej.

Odebrać rodzinie dzieci

Premier Ewa Kopacz, będąc w Kaliszu i Krotoszynie, na pytanie, dlaczego posłowie Platformy Obywatelskiej podczas Zgromadzenia Narodowego, 6 sierpnia, wybuczeli słowa prezydenta Andrzeja Dudy o głodujących dzieciach, powiedziała: Jeśli ktoś mówi, że dzieci w Polsce głodują, to daje argument naszym niekoniecznie przyjaciołom, którzy w rosyjskiej propagandzie wykorzystują to przeciw Polsce. I zapytała: Czy to jest obywatelska i patriotyczna postawa?
Szokujące słowa. Zamiast pochylić się nad problemem, pani premier nie tylko zamiotła go pod przysłowiowy dywan, ale i zaatakowała tych, którzy chcą go rozwiązywać. A przecież o problemie głodujących dzieci nie usłyszeliśmy w radiu Moskwa, ale poinformował o tym polski Główny Urząd Statystyczny. Liczby mówią same za siebie: 500 tys. dzieci w Polsce nie jada obiadów, ponad 900 tys. żyje w skrajnej nędzy, a prawie 1,4 min w biedzie. Ponadto 3 proc. gospodarstw nie zapewnia dzieciom bodaj jednego posiłku z mięsem na dwa dni w tygodniu. Czy GUS, podając te dane, służy rosyjskiej propagandzie? A może należałoby wysłać do GUS funkcjonariuszy ABW, skoro to tam wylęgła się propaganda rosyjska o głodnych dzieciach!
O tym, jak przedmiotowo traktowane jest dziecko przez rządzących, świadczy proceder odbierania rodzinie dzieci: nie ma tygodnia, żeby media nie informowały o arbitralnej decyzji sądu w tej sprawie. Wręcz klasyką tego problemu jest krakowska rodzina Bajkowskich, której sąd w 2013 r. odebrał trójkę dzieci. Tymczasem to sami rodzice trzy lata wcześniej, zaniepokojeni niechęcią ich pociech do obowiązków szkolnych, posłali je na terapię. Widząc brak efektów, zrezygnowali z pomocy psychologów, a wówczas sąd na wniosek owych psychologów odebrał im dzieci, rzekomo za stosowanie wobec nich przemocy fizycznej i psychicznej. Po kilkumiesięcznym koszmarze przymusowego pobytu dzieci w domach opieki, tylko dzięki wielkiemu poruszeniu opinii w całej Polsce, rodzina Bajkowskich znowu jest razem.
A co powiedzieć o wyroku sądu we Wrocławiu, który w 2014 r. odebrał matce dwójke dzieci, uznając, że jest zbyt otyła, aby prawidłowo nimi się opiekować? Nie pomogło zażalenie na decyzję sądu, matce umożliwiono jedynie widywanie córek cztery razy w tygodniu. Rozłąka trwa do dziś. Albo inna decyzja - z grudnia 2014 r. Sądu Rejonowego w Nisku, który odebrał rodzinie Bałutów trójkę dzieci, uzasadniając, że w domu panuje skrajny bałagan, brud i ciasnota. Dzieci dla ich dobra umieszczono najpierw w różnych ośrodkach, a dopiero po jakimś czasie przeniesiono do domu dziecka oddalonego od domu rodzinnego o 80 km.
Konsekwencje takich decyzji bywają nierzadko tragiczne. W styczniu tego roku w Centrum Interwencji Kryzysowej w Suwałkach samobójstwo popełnił 16-letni chłopiec, po tym jak w środku zimy, wraz z matką i rodzeństwem został wyrzucony na bruk z malutkiego mieszkania. O eksmisji oraz umieszczeniu dzieci w placówkach opiekuńczo-wychowawczych zadecydował sąd, w ocenie którego matka nie radziła sobie z ich wychowywaniem. W uzasadnieniu napisano, że rodzina nie miała gdzie mieszkać. Sprawą zajął się Rzecznik Praw Dziecka, który stwierdził, że sytuacja rodzinna nie zagrażała bezpieczeństwu, zdrowiu oraz życiu dzieci. Złożył wniosek o cofnięcie decyzji o umieszczeniu dzieci w placówkach opiekuńczo- -wychowawczych i zwrócenie ich matce. Ceną tych utarczek było jednak życie Sebastiana.
Podobnych zdarzeń jest wiele - świadczą o tym, że dla władzy oraz sądów rodzina nie ma większego znaczenia, a artykuł 18 Konstytucji mówiący o ochronie rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa jest traktowany jak każdy inny: przedmiotowo i literalnie. Oby tylko tak, ponieważ wielu podejrzewa, że za kierowaniem dzieci do domów opieki czy rodzin zastępczych ukrywa się niezły biznes: dopłaty na takie dzieci w rodzinach zastępczych to spora kwota, a koszt miesięcznego pobytu w domu dziecka wynosi około 3000 złotych.
Mam nadzieję, że obiecane przez nowego prezydenta oraz PiS 500 zł miesięcznie na drugie i następne dziecko będzie realną pomocą rodzinom ubogim, a w konsekwencji trudniej będzie odebrać rodzinie dziecko z powodu biedy. Ponadto takie działanie ze strony państwa pomoże wielu parom zawrzeć związek małżeński i podjąć decyzję urodzenia dziecka.
Gdy przyjrzymy się tej walce z rodziną, nasuwa się obawa, czy aby nie sprawdzą się w naszych czasach przywołane już słowa z Ewangelii św. Marka: Powstaną dzieci przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią! (Mk 13,12). Czy nie takim apokaliptycznym obrazem mogą zakończyć się wieloletnie eksperymentowanie na rodzinie, buntowanie młodzieży przeciw dorosłym, nakręcanie tzw. rewolucji seksualnej, przejawiającej się m.in. w propagowaniu pornografii czy edukowaniu seksualnym dzieci, promowanie dewiacji seksualnych włącznie z uznaniem wobec prawa tzw. par homoseksualnych za małżeństwa?!
(Druk: WPIS nr 9/2015)



Autor: Redakcja | 28/09/2015
Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?




Przenajświętsze Oblicze

Święty Brat Albert Chmielowski

Klub Gazety Polskiej w Sosnowcu

Wierszyna - Mała Polska na Syberii

Święty Szarbel Makhlouf

Starsze newsy

Arcybiskup Jan Cieplak

Kategorie newsów
     Rycerze Kolumba
     Wydarzenia
     Z ratusza
     Polityka
     Sport
     Gospodarka
     Kultura
     Rozrywka
     Z prasy, z netu
     Felietony Krzysztofa Korna
     Do redakcji

Rycerze Kolumba Sosnowiec

Chór Katedralny LUTNIA - Sosnowiec

Ks. Michael McGivney